Kuchenny kompromis
Rondle, z których przez całe życie korzystała moja babcia były ciężkie, żeliwne i bardzo trudne do wyczyszczenia. W miejscach zadrapań pojawiała się rdza, którą babcia przy każdym myciu zdrapywała metalową szczotką. Nie rozumiem dziwnych przyzwyczajeń starszych ludzi do archaicznych sprzętów i przedmiotów. Nie potrafię pojąć, dlaczego nie chcą iść z duchem czasu i np. metalowego czajnika gazowego z gwizdkiem nie zamienią na elektryczny czajnik bezprzewodowy, a zamiast odgrzewać obiad w garnkach i patelniach – nie zrobią tego za pomocą mikrofalówki? Moja babcia, kiedy przeprowadziła się do nas zabrała ze sobą wszystkie te dziwne wynalazki. Było mi głupio zwracać jej uwagę, że jej żeliwne rondle rysują gładką powierzchnię mojej nowej kuchenki elektrycznej, ale każde przesunięcie zardzewiałym naczyniem niemal fizycznie mnie bolało. Postanowiłam stawić czoła tej trudnej sytuacji i z okazji dnia babci podarowałam jej garnki nierdzewne – nieduży komplet, który w zupełności wystarczy na ugotowanie obiadu. Babcia ucieszyła się chyba, podziękowania, a następnego dnia obiad zrobiła w starym rondlu! Tego było za wiele! Wyciągnęłam garnek nierdzewny i przelałam do niego zupę, którą gotowała, a stary rondel schowałam do piwnicy. Babcia bardzo się zmartwiła, kiedy zobaczyła jego brak. Stwierdziła, że w rondlu tym gotowała jeszcze jej mama, a ona jest do niego emocjonalnie przywiązana. Znalazłyśmy jednak kompromis – do gotowania będzie używała nowych garnków, jednak stary rondel pozostanie w rodzinie i będzie służył jako… doniczka w jej pokoju.
.