Uroki nowej kuchni
Kiedy skończyliśmy remont, kuchnia wyglądała naprawdę przepięknie. Czarno-białe kafle, ciemne meble i czerwone dodatki efektownie ze sobą kontrastowały, a ja czułam się w niej wyśmienicie. Mój mąż zadbał o mnie w sposób bardzo uprzejmy i dostosował wysokość lśniącego blatu do mojego, dosyć niskiego, wzrostu. Teraz aż miałam ochotę spędzać tu więcej czasu, wszystko było takie czyste i błyszczące, zainwestowaliśmy w nowe sprzęty, ja wypolerowałam srebrną zastawę, zaopatrzyliśmy się też w nowe garnki nierdzewne. Co prawda nasze „stare” rondle – kupiliśmy je zaraz po ślubie, czyli niecały rok temu - były bardzo funkcjonalne, jednak nie pasowały do całościowego wystroju kuchni. Nie było innego wyboru i musiałam zatem wywieźć je do domku na wieś. Swoją drogą, te garnki to jednak świetna sprawa… Cały komplet zajmuje tyle, co jeden, największy garnek nierdzewny, a to wszystko dzięki tej odczepianej rączce, dzięki której mniejsze garnki wkładamy do większych na zasadzie matrioszki. Jest to sprawa bardzo praktyczna – kuchnia jest niewielka, zresztą w mieszkaniu miejsca nigdy nie jest zbyt wiele, a tu cały komplet garnków mieści się na jednej półce w niewielkiej, wąskiej szafce. Bardzo chętnie gotuję teraz obiady w domu. Codziennie wymyślam coś nowego, szczególnie, że z okazji nowej kuchni siostra podarowała mi rewelacyjną książkę kucharską dla takich trzpiotek jak ja. Mąż jest zadowolony, ja jestem zadowolona, czego chcieć jeszcze? Teraz jestem już prawdziwą panią domu!